Opublikowano

Jak znaleźć pokój do wynajęcia?

jak wynając pokój

Nie samą pracą człowiek żyje. Czasem warto się rozerwać.

Kiedyś, rynek najmu mieszkań należał zdecydowanie do wynajmujących. Warto sprawdzić do czego gotowi byli posunąć się potencjalni najemcy.

To stary tekst pochodzący z carskiej jeszcze Rosji. Autorem jest Arkadiusz Awerczenko. Pisownia jak zawsze oryginalna.

SZUKAM POKOJU

jak wynając pokójWzdłuż ponurego wybrzeża rozlega się wciąż ten sam bolesny okrzyk:   
— Dajcie mi pokój!
Lecz pokoju niema. — Na ostatniej stronicy gazety po prawej stronie gromadzi się tłum bladych daremnie szukających upiorów, i ledwie dosłyszalny w rozgwarze życia rozlega się ich bezbarwny szept:
—    Dajcież mi pokój…
Nie wszystkie zresztą ogłoszenia są blade i bezbarwne. Życie nauczyło już poszukiwaczy nadawania swym jękom jaskrawego, wspaniałego, tęczowego zabarwienia:
—    ,,3.000 rubli dam temu, kto wskaże mi pokój, okolica obojętna”.
—    „Dajcie pokój! Własnem drzewem będę opalać całe mieszkanie”.
—    „Za pokój gotowa jestem z własnych prowiantów szykować obiad dla siebie i dla gospodarzy; nauczę również gry na jakimkolwiek instrumencie”.
Są również skomplikowane ogłoszenia:
—    „Poszukuję pokoju. Jeśli będzie z osobnem wejściem — oddam gospodyni nowe lakierki — łódeczki — i japoński parawan. Jeśli będzie osobne wejście, a przytem centrum miasta — dodam jeszcze lornetkę z perłowej masy i prawo brania produktów w kooperatywie „Same przyjemności”. Tamże sprzedaje się futro z popielic, kryte rypsem”.
A oto liczenie na psychologię:
„Temu, kto wskaże pokój, zapłacę 1000 rubli frankami”.
„Nabierają” — jak to mówią — „na walutę”.
A oto ogłoszenie rozbrajające poprostu swoją naiwnością, bezpodstawnością i zupełną bezcelowością:
—    „Szukam pokoju dla samotnej. Oferty (?!) składać pod M. S.“.
Czyż podczas wycia podzwrotnikowej burzy można usłyszeć brzęczenie komara?
Takie same akurat rezultaty osiągnąłby londyński teatr, gdyby afisz o swem przedstawieniu wywiesił na wierzchołku palmy w środku afrykańskiej pustyni Kałachari.
Biedna naiwna „samotna”.
Znacznie bardziej zrozumiałe są następujące dwa wiersze:
„Jeśli jesteście porządnymi ludźmi, dajcie pokój samotnemu!”,
Tutaj przynajmniej słychać jęk, człowiek wszczyna gwałt: może nadstawi kto ucha.

* * *

Jeden z moich przyjaciół, człowiek bardzo poważny, nie smarkacz, ani pędziwiatr — kręcił się, kręcił bez mieszkania, dręczył się, dręczył, poznawał, wciąż poznawał zwyczaje i psychologię kurjerkowych anonsów o pokojach, aż zastanowiwszy się dobrze nad całą tą sprawą — kropnął w gazecie ogłoszenie:
„Za pokój gotów jestem ożenić się z córką gospodyni. Wiek obojętny, cena obojętna, wszystko — prócz pokoju — obojętne! Oferty, dotyczące ręki, serca i pokoju składać pod tym a tym adresem”!.
Ministerjalną głowę miał mój przyjaciel: tego samego dnia zjawił się u niego pan w podeszłym już wieku.
—    Ja w sprawie mej córki.
—    I izdebki, oczywiście? — dodał przezornie mój przyjaciel.
—    No, rozumie się. Jedno już przy drugiem.
—    A-a. Bardzo mi przyjemnie, ładna?
—    Ujdzie. Wzrost wprawdzie niewielki, lecz ząbki…
—    Do djabła ząbki! ja o izbę pytam:    czy izba
ładna?
—    Ujdzie. A córka, wyobraź pan sobie, taka zdolna: cztery skończyła klasy…
—    Jasna?..
—    Hm… Jak panu powiedzieć? raczej kasztanowata.
—    Tapety, powiada pan, kasztanowate, czy co?!
—    Włosy.
—    Czyje?!
—    Córuchny.
—    A niechże was! Pytani pana o rzeczy poważne, a pan wciąż o bzdurach.
—    A, pan o izbie? Tak sobie… Dość jasna. Wciąż przebierała, przebierała, nie chciała wyjść i doczekała się! Doczekała się tego, że gotowa pociemku…
—    Jakto pociemku! Przecież powiedział pan: dość jasna.
—    Ja mówię o małżeństwie, nie można tak długo siedzieć.
—    Co? No, do pierwszej chyba wolno. Póki pali się elektryczność?
—    Jaka elektryczność?
—    Jeśli przyjdą goście.
—    Moja córka nie jest z takich.
Przyjaciel mój w zamyśleniu przygryzł wargi i spytał:
—    Ciepła?
—    Temperatura? Normalna, 36,5.
—    Chryste – Panie! Toż z córką i tak się ożenie; po co mi ją pan zachwala. Proszę mi lepiej opowiedzieć o izbie.
—    Przepraszam, jednakże chciałbym, by wszystko odbyło się jakgdyby z miłości. Bądź co bądź jestem ojcem.
—    A ja lokatorem. Tak będzie uczciwiej! Prawda, a czy dajecie samowar?
—    Cały garnitur! Koszul koronkowych 6, kombi -nacyj…
—    Dość, papo! Pójdziemy lepiej obejrzeć…
—    Ona jeszcze nie ubrana.
—    Izbę, papo, izbę!

* * *

Izdebka była rozkoszna, czego nie można było Dowiedzieć o oblubienicy, lecz przyjaciel mój cieszył się, jakgdyby był w siódmem niebie:
—    Przecież ja w ciągu trzech miesięcy sypiałem na trzech skrzynkach od mydła, a tydzień pod ladą w sklepie z obuwiem! Dobiłem wreszcie do cichej przystani!
Lecz… gdy młodzi wrócili z cerkwi i siedli przy weselnym stole wespół z pół tuzinem krewniaków — młoda żona pocałowała czule męża gdzieś między uchem a ciemieniem i powiedziała:
—    No, Grisza, urządzimy sobie miodowy miesiąc — wystarczy nam na to tydzień — i udamy się na poszukiwania.

—    Czego?
— Mieszkania. Nie możemy przecież we dwoje, w dodatku ze służącą mieszkać w jednym pokoju!..

* * *

Prokurator głośno łkał i oświadczył, że nie będzie oskarżał zabójcy, lecz będzie go bronił.

Sędziowie przysięgli zebrali dla niego tysiąc rubli, a sąd okręgowy wydał następujący wyrok:
„Uznać zabójstwo za dokonane w celach samoobrony i w stanie afektu. Oskarżonego uniewinnić”.
—    A co z więzieniem? — spytał po uniewinnieniu strapiony Grisza.
—    Jest pan wolny. Nie wróci już pan do więzienia.
—    Szkoda. A możebyście mnie umieścili w domu obłąkanych?
—    Nie można. Jest pan normalny.
—    No, to może do aresztu śledczego.
—    Jest pan wolny!!!
—    A więc, znów na skrzynki z mydłem? Ładny sąd mamy w Rosji!